niedziela, 28 grudnia 2014

Zakupy. Nowe sukcesy i problemy.

Niedawno pozwoliłam sobie na większe zakupy, niby z okazji świąt, ale tak naprawdę te rzeczy były potrzebne, jedne mniej, drugie bardziej. Zamówienie zrobić musiałam, więc przy okazji wzięłam coś dodatkowo.


Sucha karma (Power of Nature Fee's Favourite).
Znowu miałam problem z kupieniem go, ale znalazłam sklep, w którym był dostępny i jestem bardzo zadowolona. Sonia zaczyna trochę gardzić suchą karmą (nawet mnie to cieszy), ale zapas musi być. 

Mokre karmy (Granata Pet i Animonda Carny).
Tym razem wzięłam trochę więcej karmy lepszej jakości. Drogo to wychodzi, ale czasem można. Chociaż Sońce coraz częściej zdarza się zostawić i taką.


niedziela, 14 grudnia 2014

Mikołajkowo - świąteczny prezent. Pierwsza prawdziwa mieszanka.

Sprawa z BARFem ostatnio się ruszyła, mam suplementy. Dostałam próbki, pewna osoba mi je sprezentowała. Było to planowane od dawna, ale dopiero teraz nam się to udało. Nie mogłam się doczekać tajemniczej przesyłki, a nawet nie wiedziałam do końca, co w niej będzie.
Bardzo dziękuję Muhikons za piękny podarunek, tak mało rzeczy, a tyle szczęścia (również przy jej pomocy rozpoczynam przygodę z barfowaniem i między innymi Sonia chudnie). Oczywiście zapraszam na jej bloga <tutaj>. Jest tam wiele przydatnych tekstów o kotach, nie brakuje również pamiętnikowych postów o życiu kociastych.


Sonia od samego początku była bardzo zainteresowana przesyłką, być może przyciągał ją zapach obcych kotów. Zawartość też bardzo jej się spodobała.


Najlepsze było to, że niedokładnie wiedziałam, co kryje starannie zapakowana paczka. Otwieranie tego było bardzo ciekawe.

wtorek, 2 grudnia 2014

Coraz zimniej, coraz bliżej, coraz dalej.

Na początku chciałam przeprosić za dłuższą nieobecność. Pomysł na posta miałam od kilku dni, jednak nie mogłam znaleźć czasu, a jak już miałam wolną chwilę, brakowało chęci.
Życie jednego dojrzałego i spokojnego kota nie jest tak ciekawe, bywa, że nic się nie dzieje. Stąd te nagłe przerwy w pisaniu. Postaram się robić posty regularnie, dwa razy w miesiącu (prawdopodobnie w drugą i czwartą niedzielę). 

Przejdę do tematu posta, który na pewno nie jest zrozumiały. Nawiązuje do jednego - zbliżającej się zimy i obecnych już chłodów. A z tym idą inne sprawy związane z Sonią. 



poniedziałek, 10 listopada 2014

BARFne przygotowania

Postanowiłam częściowo wprowadzić BARF, to przyszedł czas na edukację w tym kierunku. Na razie mam przed sobą ogrom informacji i od tego głupieję, ale jakoś to w końcu poukładam, nie wszystko na raz. Poza tym do zrobienia prostej mieszanki wiele wiedzy mi nie potrzeba.
Oprócz siebie, muszę do tego przygotować także Sonię. Zrobiłam w tym celu pseudo mieszankę. 


Chciałam sprawdzić, czy zje coś o podobnym składzie, jest wybredna, więc wszystkiego można się było spodziewać. Zmieliłam serca i część wołowiny, resztę pocięłam, dodałam żółtko, wodę i dokładnie wymieszałam. 
Sonia w między czasie dostała jedno całe serduszko, zjadła dopiero wtedy, gdy pocięłam na malutkie kawałeczki. Chętnie wylizywała mi ręce z krwi i mięsa, co mnie zachęcało. 

Przed wymieszaniem.

sobota, 1 listopada 2014

Zakupy. BARF'ne przemyślenia.

Znowu zamówienie... koniec suchej karmy, co oznacza, że trzeba zrobić większe zamówienie. Długo z tym zwlekałam, czekałam na PoN Meadowland Mix (który się nie pojawił). Przez to Sonia musiała być przez kilka dni tylko na mokrej i mięsie. Jakoś dotrwałyśmy i dostałyśmy wyczekaną paczkę.



Oczywiście w pierwszej kolejności Power of Nature Fee's Favourite. Sońka uwielbia tą karmę, do tego świetnie na niej chudnie.


Animonda Carny. Nie mogłabym jej nie zamówić, poza tym mokra tez się skończyła, więc trzeba było zrobić zapas. Ponieważ jest taka możliwość, wzięłam wiele różnych smaków (wszędzie i tak na pierwszym miejscu wołowina). 



niedziela, 19 października 2014

I po kamieniu

Żyjemy! Wtorek był dniem pełnym nerwów i niepewności, ale wszystko poszło pomyślnie i mamy to za sobą. Mi kamień spadł z serca, a Soni z zębów:) To może wszystko od początku. 

Mimo wolnego dnia wstałam wcześnie rano i czuwałam, żeby kto Soni nie wypuścił lub czegoś nie zjadła. Głodziłam ją do 10, schowała się jeszcze pod łóżko, ale z ufnością przyszła (z myślą, że wreszcie ją nakarmię) i wpakowałam ją do transportera. Nie wiem, kto bał się bardziej, ja czy Sonia.

Nawet się tak bardzo nie trzęsła, wiedziała, że zawsze ją zabieram z powrotem... ciężko mi było ją tak zostawić... ale to przecież dla jej dobra. Wet zabrał książeczkę, wyniki badań krwi, kota i tyle. Jakby co miał dzwonić, odbiór po południu. Mówił, że ochłonie, znieczulą ją i oczyszczą ząbki, w razie potrzeby usuną jakieś zęby.
Sonia była okropnie przerażona i nie widziała co się dzieje, ja z bólem serca pojechałam do pustego domu, w którym nie było kota.


Przez te wszystkie godziny za każdym razem, gdy dzwonił telefon podrywałam się, bojąc się, że zadzwoni weterynarz i powie "Bardzo nam przykro, ale...". Próbowałam w nerwach myśleć pozytywnie i doczekałam jakoś do tej 17.
Mimo, że wszystko powinno być w porządku nie byłam spokojna jadąc tam. 

niedziela, 12 października 2014

Ściągamy kamień

Niestety do tego doszło, kamień nie zniknął w cudowny sposób. Czas minął strasznie szybko, jeszcze niedawno miałam do tego wiele tygodni, zwlekałam jak najdłużej... a to już zaraz, dzwonię w jutro umawiać się na wtorek (oby tylko się dało). Szukałam odpowiedniego dnia, ten może być, bo wolne, chociaż fajnie by było, gdybym dzień po zabiegu też była, ale co zrobić. Jakoś sobie poradzimy. 


Od kilku dni jestem cała w nerwach. Z Sonią wszystko w porządku, jest zdrowa, badania była robione niedawno (nie robimy ich teraz, mam nadzieję, że nic się nie zmieniło), wszystko powinno pójść dobrze. Trzeba to zrobić teraz, bo później będzie tylko gorzej, ona coraz starsza. To w końcu dla jej dobra.
Teraz jest tylko brzydki kamień (zaglądam jej do paszczy codziennie), nie śmierdzi, nie ma zapalenia i lepiej do tego nie doprowadzić.

niedziela, 28 września 2014

Prawdziwy morderca... i inne

Kości w dietę dawno wprowadzone, ostatnio Sonia zjadła swoją szyjkę nawet bez specjalnego ociągania. Niestety nie zdziałamy już tym nic na kamień, który będzie niedługo ściągany. Bardzo się z tym ociągam, jednak mam już w miarę odpowiadający dzień i będziemy się umawiać. O tym będzie dokładniej w innym poście.


Pisząc "Prawdziwy morderca" mam oczywiście na myśli kota. Nie chodzi mi tu tym razem o padlinę, a żywe zwierzęta upolowane przez drapieżnika. Sonia potwierdziła, że nim jest i urządziła sobie Whole Prey.
Wszyscy ubolewali nad ptakami i myszą, a ja się cieszyłam, że ma pełnowartościowy posiłek.



Nawet nie dojadała suchej karmy, tylko ruszała na polowanie. Ona wie, co lepsze ;) Trochę mnie to zmartwiło, bałam się, że urządzi strajk i będzie problem, jednak robi się coraz zimniej i będzie trudniej z łowami, więc z moją pomocą przeprosi się do suchej. Nie będzie tu u mnie wybrzydzania. Najchętniej karmiłabym ją samą mokrą lub BARF'em, jednak to nie takie proste i głównym pożywieniem musi być sucha.

niedziela, 7 września 2014

Uzupełniamy zapasy

Kilka dni temu przyszła paczka , jednak to nic nadzwyczajnego, zapasy nam się kończyły. Chociaż ja mogę się cieszyć nawet z samego żwirku, zawsze to coś:) 


Żwirek CBE+
Od razu widać, że w paczce jest żwirek. Tym razem wzięłam większy worek, to znaczy 20l, wystarczy nam nawet na pół roku. 


Animonda Carny
Tradycyjnie, mały zapasik.


Granata Pet
Wreszcie udało mi się zakupić lepszą mokrą karmę. Co prawda nie jest jej dużo, ale wychodzi dwa razy drożej od AC, więc nie za często mogę ją kupować. Teraz mam trochę tej mokrej karmy (choć widziałam większe zapasy, u mnie tyle nigdy nie było), starczy na długo. 
Zdaniem eksperta, Soni, jest dobra, może nawet smaczniejsza od tej drugiej. Ważne, że je.

niedziela, 31 sierpnia 2014

Postępy w długim i żmudnym odchudzaniu

To już koniec tych upragnionych wakacji, jak każdy narzekam. Sonia sama będzie siedzieć pół dnia, to znaczy ktoś w domu zawsze jest, więc zupełnie sama nie zostanie.
Dobiegł też koniec remontu, wreszcie. Na początku Sonia bała się tego wszystkiego, ja też się sporo obawiałam, ale jakoś sobie poradziła i żyjemy, teraz przynajmniej jest trochę ładniej, chociaż zmian nie lubię ;) Kilka razy tylko upaćkała się farbą, ale udało się to jakoś zmyć.

Chwalę się nowymi panelami:)
Po wizycie u weta wszystko stało się jasne. Sonia została zaszczepiona, wyjaśniła się już sprawa z kamieniem. Będzie trzeba ściągać, ale musimy czekać kilka tygodni od szczepienia, więc w wakacje zrobić się nie udało. Nie wiem, jak to będzie, nie chciałabym siedzieć wtedy w szkole. Nie chcę jeszcze o tym myśleć. W każdym razie mam już na to zgodę i w końcu się odbędzie.



Mimo tego, że ściąganie jest niemal pewne, nadal staram się karmić Sońkę kośćmi. W końcu jest mięsożercą i to dla niej dobre. Łapki nie ruszyła, tak samo ze skrzydełkiem (została kość, bo ją oskubałam i królewnę Sonię karmiłam), na szczęście udało się z szyjkami. Wszystko i tak jest utrudnione, bo muszę ją długo przekonywać, by zaczęła gryźć, ale jak już się weźmie, zjada calutką (mam też problemy z zrobieniem zdjęć...).


wtorek, 19 sierpnia 2014

Kolejne odwiedziny.

Ponad tydzień temu znów byłam z wizytą u krewniaków Soni. W tym dniu, było mi strasznie żal wszystkich tych kotów. Zdjęć mam mało i są słabej jakości, a to wszystko przez mój telefon, w którym skończyła się pamięć i musiałam usuwać inne, by zrobić nowe.

Na początku wybrałam się zobaczyć co tam u królików, no i je karmiłam. Kiedyś już o nich pisałam, więc nie ma sensu znowu o tym wspominać.



Najbardziej zależało mi, by zobaczyć Pusię. Nie musiałam jej szukać, leżała sobie na chodniku i czekała, aż ktoś ją pogłaszcze. Wielka z niej pieszczotka, w czymś tam przypomina mi moją Sonię. Nie jest w takim złym stanie, bardzo dobrze, że jest sterylizowana. Fajna kotusia.
Co innego można powiedzieć o jej synu (prawdopodobnie, kto wie, może to jej brat), niekastrowanym Verterze, który nagle się zjawił.
 

Oto Verter.
Nie jest jakoś makabrycznie, po prostu typowy niekastrowany kocur. Często znika na kilka dni, a niedługo wyjdzie i nie wróci. Jego sierść jest niemiła w dotyku, wyczułam kilka strupów, jest zdziczały, nie przyzwyczajony do ludzi i dotyku. 

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Użyte smakołyki.

Wracając jeszcze na chwilę do Milki, chcę opisać wszystkie smakołyki, które wykorzystałyśmy. Kupiłam kilka rodzajów, by nagrody były bardziej urozmaicone. Jej smakowały wszystkie, nie ma co się dziwić.
Smaczki w 100% z mięsa (Let's Bite i Rinti) nadają się również dla kotów.
Ceny podaję ze strony zoopatrzenie.pl. 


środa, 6 sierpnia 2014

Pożeganie i wyczekiwane powitanie.

Przed powrotem zdążyłam jeszcze iść z Milką na dłuższy spacer. To raczej było grzybobranie, a ja ją wzięłam przy okazji. Mimo, że przeszkadzała (kilka razy się przez nią przewróciłam) i tak zebrałam sporo grzybów, a ona był zachwycona zupełnie nowym miejscem. Szłyśmy cały czas w górę, chwilami było stromo, a ona czasami mi swoim ciągnięciem pomagała włazić. Był to nasz przed ostatni spacer.

niedziela, 27 lipca 2014

Zmiana.

Czas odpocząć od leniwego kota i użerać się z energicznym i nieogarniętym psem. Już stwierdziłam, że wolę koty, bardzo mi brakuje Sońki. Milka jest jej zupełnym przeciwieństwem.
Jednak mała odmiana nie zaszkodzi, przynajmniej mi się nie nudzi. Na spacerach Milka szaleje, jak zawsze zresztą było. Ciągnie, łazi w każdą stronę, szczeka... czyli to, co zawsze. Chociaż czasem odpuszcza i nie rzuca się na każdy samochód czy osobę. Rzadko się to zdarza, ale zawsze to coś.


poniedziałek, 14 lipca 2014

Zakupy spożywcze.

Ostatnio przyszły do mnie dwie paczki i byłam w zoologu, większość z moich zakupów to żarcie dla Soni i Milki. 

Wiele się naszukałam odpowiedniego sklepu internetowego, w którym będzie karma Power of Nature. (trudno ją teraz dostać). W końcu znalazłam, zamówiłam na zoopatrzenie.pl. Było trochę zamieszania, musiałam zamawiać bez karmy i szukać innego sklepu. Nie znalazłam takiego, gdzie byłoby wszystko co chciałam.
To zaczynajmy, jest trochę tych rzeczy.

Najpierw zamówienie ze strony fretka.pl. Dostałam paczkę bardzo szybko, nie było żadnych uszkodzeń czy braków. Sklep godny polecenia. 

Sucha karma Power of Nature Meadowland Mix
Tutaj mi się udało, to prawdopodobnie jedyna strona w tym momencie, na której ta karma jest dostępna. Jeszcze lepsza od poprzedniej (PoN Fee's Favourite), więc jestem zadowolona.


Cztery paczki po 500g, inaczej się nie dało. Karma bardzo Soni posmakowała.

środa, 2 lipca 2014

Wizyta u weterynarza.

Wizyta była planowana od dawna, chciałam to załatwić przed dłuższym wyjazdem. Przynosi ona dobrą i złą wiadomość (nie jest ona aż tak bardzo zła, ale jednak). Zdam teraz dokładne relacje, więc będzie trochę do czytania.

Wybrałyśmy się rano, Sonia smacznie sobie spała, ale musiałam ją wziąć i wpakować do transportera. Nawet nie było z tym wielkiego problemu, może dlatego, że jeszcze się do końca nie obudziła. Oczywiście cały czas się trzęsła, a u weta była we mnie wtulona, jak zawsze.

Weszłyśmy prawie bez kolejki, była ta pani, która kiedyś przeprowadzała sterylizację Sońki. Lubię ją,  obeszło się bez wciskania karm i innych takich. 
Na początku została zważona, waga pokazała tyle samo, co moja kilka dni temu. Od ostatniej wizyty, Soniś schudła pół kilo, a zatem teraz waży 5,0! Ucieszyło mnie to, nawet się pani pochwaliłam, mama była zdziwiona, bo była przekonana, że odchudzanie na razie jest nieskuteczne.
Dostała pastylkę na robaki (to był w końcu główny powód wizyty) i krople na kleszcze. Nie wiem, czy są one skuteczne, ale niedługo wyjeżdżam, Sonia zostanie z babcią i jakby coś złapała to jej raczej nie wyciągnie. Zawsze to jakaś ochrona, może podziałają i zaoszczędzi mi to nerwów.

czwartek, 26 czerwca 2014

Zakupy, tradycyjnie z zooplusa.

Paczka dość skromna, nie ma w niej dużo ciekawych rzeczy. Za niedługo szykuje się coś większego,  bo będę musiała również kupić rzeczy dla Milki (tu trochę o niej). Teraz mało tych rzeczy, a szkoda, ostatnio tylko karma i żwirek (nie licząc drobnych rzeczy). No trudno, zawsze to coś.




Sonia nawet ją powąchała, przeważnie nie zwraca na nią uwagi. Potem i tak poszła spać.
To po kolei:

piątek, 20 czerwca 2014

O wszystkim i o niczym. Spacer po ogrodzie.

Dość dawno nie pisałam, pora napisać co tam u nas. Wiele się nie dzieje, ale zawsze znjadzie się coś do napisania:)

Jakoś w następnym tygodniu będzie paczka, dość zwyczajna, ale i tak warta wyczekiwania (jak każda).
Niedługo też będę musiała zrobić trochę większe zamówienie, trzeba zrobić zapas jedzenia na czas, gdy ja będę na wyjeździe, no i kupić coś dla Milki. Nie mam pojęcia co jej kupię, ale coś na pewno się znajdzie. Na pewno przysmaczki i być może jakąś zabawkę.
Jadę gdzieś w sierpniu, będziemy musiały powtórzyć to, co udało nam się zrobić podczas ferii. Jak dobrze pójdzie, nauczę ją czegoś nowego. O to co tam będę robić z Milką się nie martwię, zaplanuję sobie, by wykorzystać ten czas (wujek chciał znaleźć trenera, bo nie radzi sobie z jej zachowaniem, ja na to niewiele poradzę, to byłoby dobre rozwiązanie), bardziej boję się o Sonię, która zostaje w domu, wraz z babcią. 





środa, 4 czerwca 2014

Kolejne tygodnie odchudzania- nadal małe efekty.

Odchudzanie Soni nie jest takie proste, ale nikt mi wcześniej nie powiedział, że będzie łatwo. Waga od samego początku coś się ruszyła, ale nieznacznie.



Istotniejsza tu, jest mocna czarna linia, jasna to ważenie w drugi sposób (ważę się z kotem, potem samą siebie i odejmuję). Jedna krateczka, to jeden tydzień, ważę ją co sobotę.
Trochę zeszło, już nie ma 5,5kg... ale to prawie nic, zaledwie 30dag przez 2-3 miesiące. Już nie mówię o tym, że waga którą mam, wcale nie musi dokładnie wskazywać. Kto wie, czy prawdziwa waga jest mniejsza, czy może większa.
Dokładną wagę, poznam dopiero u weterynarza (czyli nawet już niedługo). Chcę odwlekać tą wizytę, bo muszę mu pokazać, że nie musi jeść specjalnych karm, by schudła.

poniedziałek, 26 maja 2014

Tymczasem u krewniaków...

...czyli odwiedziny w domu, gdzie urodziła się Sonia. Niedawno wspominałam o tym miejscu.

Gdy tylko tam dotarłam, wzięłam się za poszukiwanie kotów. W końcu, znalazłam Pusię, która siedziała sobie w trawie na działce. Powoli się do niej zbliżyłam, a ona kilka razy miauknęła (tak na mnie reagowała, a może ma tak zawsze na widok człowieka). Nawet nie uciekła i pogłaskałam puchate futerko (inne od Soniowego). Jak na podwórkowego kota, nie takie złe, aczkolwiek daleko do idealnego, czystego futra.
Wystarczyło, że ktoś podszedł za szybko i uciekła, a ja za nią.



czwartek, 22 maja 2014

Dlaczego ludzie nie lubią kotów?

Większość ludzi twierdzi, że są fałszywe i wredne. Tak. Według nich, z ich punktu widzenia jak najbardziej.
Kot chodzi własnymi ścieżkami, nie pokocha każdego człowieka. Jest niezależny. Jak dla mnie, w kocie jest coś magicznego.

Porównują kota do psa, a wiadomo, że kot nigdy jak pies nie będzie. Oni by pragnęli zwierzę, które zrobi wszystko i będzie go kochać na zabój. Mówią, że pies jest lepszy, bo to on jest zawsze tym najlepszym przyjacielem człowieka, a kot ma człowieka gdzieś.
By pokochać kota i odkryć jego piękno, trzeba go zrozumieć. Kot nigdy nie będzie psem, bo to kot. Jedyny, niepowtarzalny.

Pies myśli - "Ach mój człowiek, najlepszy mój przyjaciel, zrobię dla niego wszystko, bo on dla mnie taki dobry, chyba jest jakimś bogiem!"Kot - "Ach mój człowiek, ten co mi usługuje, daje jedzenie i biega za mną, ja muszę być jakimś bogiem."


wtorek, 6 maja 2014

Kot - jeden czy dwa?

Czyli zalety i wady, porównanie posiadania jednego i dwóch kotów według mnie.










Nad tym najlepiej zastanawiać się na początku. Po prostu nie będzie problemu z przyzwyczajaniem kota do drugiego, jak weźmie się np. rodzeństwo. Oczywiście jeśli ktoś zapragnie mieć drugiego kota mając już jednego, jest to możliwe, ale mogą wystąpić trudności w oswajaniu ich. Różne to bywa z tymi kotami, nie wiadomo jak na siebie zareagują. Zależy od ich charakteru.

czwartek, 1 maja 2014

Kolejny krok w kierunku odchudzania

Kolejnym etapem było zakupienie karmy o mniejszej zawartości węglowodanów.
Wczoraj przyszła paczka z kuchnipupila. Niestety na zooplusie tej karmy nie było i musiałam się męczyć z zamawianiem gdzie indziej.

Jaka to karma? Jestem bardzo z niej zadowolona, jest to najlepsza sucha karma dla kotów... a mianowicie Power of Nature. Ma znacznie mniej węglowodanów niż Applaws, to musi coś pomóc.


niedziela, 27 kwietnia 2014

Miejsce pierwszych dni Soni

Okres pierwszych ośmiu tygodni u kota jest najważniejszy, jest to czas wdrukowania. To ma duży wpływ na to, jaki będzie kot w przyszłości. Jeśli bierzesz kota z ulicy, musisz być gotowy, że pewnie nie będzie się tak garnął do ludzi. Wychowany daleko od ludzi, urodzony w dziczy... taki kot będzie strachliwy. Zależy to też od charakteru jego rodziców.
Biorąc kota z hodowli wiesz, że wychował się z ludźmi. Będzie on bardziej przyjazny dla człowieka.
Łatwo to zrozumieć, miejsce urodzenia ma duże znaczenie.
W tym poście głównie chciałam przybliżyć miejsce, skąd wzięłam Sonię.

środa, 16 kwietnia 2014

Co u nas? Nasza metoda odchudzania Soni

Teraz u nas nic wielkiego się nie dzieje, to co zawsze.
Zmniejszyłam dawkę karmy, teraz daję tak na oko, raz mniej, raz więcej. Przeważnie miska jest pusta i Sonia miauczy o więcej. Wszystko fajnie, ale najgorsze jest to, że waga nadal stoi. Co tydzień to samo, między 5,2, a nawet 5,5. Denerwuje mnie ta waga...

Sonia chyba stała się za mądra na laserek. Na początku biegała jak szalona, a potem już za każdym razem stawał się mniej interesujący. Jak go wyciągam, ona już wie co będzie i się na niego patrzy, to na laser to dookoła i szuka rybki. Nie przestała się zupełnie nim interesować, ale teraz już tylko leży i próbuje ją złapać.
Odczekam trochę, zapomni i zabawka będzie jak nowa.

Nie wiem, czy ona po prostu jest głodna, czy nagle zachciała się bawić. To prawda, wydaje mi się, że nie je do syta, miska przeważnie pusta i nawet chce więcej. Wieczorem, gdy jem kolację (Sonia wtedy ma najwięcej energii, biega po całym domu i ze ślizgiem wpada na dywany, mogłaby jeszcze je poukładać z powrotem) zaczyna miauczeć, chodzić dookoła, przewracać się na plecy. Cały czas chodzi za mną.
Możliwe, że chodzi jej o jedzenie, gdy idę w miejsce jej posiłku idzie za mną, ale nie zawsze...
Chętnie jednak się bawi, najczęściej to wygląda tak, że biegam po domu z wędką, a ona siedzi i czeka na moment, gdy będzie blisko niej i skacze. Zawsze to jakiś ruch. Akurat o tej porze zbytnio czasu nie mam, a w dzień to się najlepiej śpi.
Być może, ona czeka na mnie i chce żebym poszła spać. Przeważnie czeka do końca i dopiero jak ja idę, to ona idzie ze mną. Rano jest podobnie. Najpierw wstaję ja, gdy wychodzę z łazienki to zawsze czeka pod drzwiami (wyjątki są rzadko, musi jej się bardzo dobrze drzemać). Najdziwniejsze było to, że rano, gdy Sonia spała u mnie i dzwonił budzik (na mój nie reagowała, tylko na taty) to się zrywała i biegła do tego pokoju... nie wiem czemu, ale pewnie czekała aż tylko ktoś wstanie. Ona ma jeszcze inne dziwne zwyczaje, ale harmonogram często jej się zmienia.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Na Soni nie da się oszczędzać...

...czyli kolejna paczka i rzeczy do kolekcji. Jednak te rzeczy bardzo przypadły do gustu mi i nawet Soni. Postanowiłam, że po tych zakupach będę kupować tylko najpotrzebniejsze rzeczy, czyli karma i żwirek (no chyba, że akurat będzie coś fajnego... wiecie jak to jest). W planach jest jeszcze furminator, podróbka rzecz jasna. Już nawet znalazłam i mam gotowe na kolejne zamówienie. Być może uda mi się zamówić karmę Power of Nature. Tak się cieszę, Sonia by mogła jeść najlepszą suchą karmę dla kotów, ma ona mniej węglowodanów co przyśpieszy nasze odchudzanie (dlatego też przydałoby się ją zakupić).
Wczoraj cięłam surową wołowinę dla Soni, ale może o tym powiem w innym poście, tutaj chodzi o paczkę. 

Tradycyjnie zamawiałam na zooplusie. Przesyłka miała być już wczoraj, zawsze była na drugi dzień po wysłaniu, no ale cóż... nie tym razem. Na szczęście dzisiaj już jest. Po obiedzie zabrałam się za najlepsze, czyli odpakowywanie. Sonia nie zrobiła tej łaski i sama nie przyszła, ale musiała być i ją przyniosłam. Pierwsze na co zwróciła uwagę to te zielone żyłki (bo przecież zawsze najlepsze).


niedziela, 6 kwietnia 2014

Kulka/Kulek

Post wspomnieniowy, czyli powiem tu o umarłym chomiku. O Kulce/Kulku.

Był to mój pierwszy (i raczej ostatni) chomik. Pewnego dnia byłam w domu znajomej, a tam był chomik. Jakoś tak potem wyszło, że mi się spodobał i też takiego mi się zachciało. Rodzice nic przeciwko nie mieli.
Klatka po starym chomiku i kilka akcesoriów już było. Największy błąd jaki popełniłam - przed przyjęciem chomika, można powiedzieć, że w ogóle nie byłam na niego przygotowana. Chyba nic na ich temat nie przeczytałam, wiedza minimalna. Bez sensu.
Wybrałam biało czarnego chomika, według pani samiczka na pewno. Wzięłam jakieś trociny, pierwszą lepszą karmę, gryzaki i chyba to było na tyle. Przygotowałam klatkę i dałam do niej chomika. Dostała imię Kulka. Sama się z czasem oswoiła.


sobota, 29 marca 2014

Sonia - 7 lat

(Wiem, wiem dzisiaj nie ten dzień, ale nie miałam czasu i męczyłam się z robieniem tego posta kilka dni, miałam dużo do roboty, do tego internet się kończył, przepraszam, umówmy się, że to dzisiaj jest 25).

Dzisiaj prawie wszystko do czytania, na końcu będzie nagroda ;).
Tak, to już ten dzień Sonia właśnie kończy 7 lat! Jest już ze mną tak długo. Nie pamiętam czasów, kiedy jej jeszcze nie było, a teraz jestem do niej niesamowicie. przywiązana. Ponieważ są to pierwsze urodziny Soni na blogu, będzie taka biografia.

Od wujka zabrałam ją dawno temu, ale ja zapamiętałam ten dzień bardzo dokładnie. Wybrałam czarną kotkę (był też kocur, ale to ona dała się złapać). Została zamknięta w osobnym pomieszczeniu i bardzo za nami płakała, przeskakiwała przez bramkę bezpieczeństwa na schodach. Bardzo szybko przyzwyczaiła się do nowego miejsca i ludzi. Ja wtedy miałam mały udział w zajmowaniu się nią, ale od zawsze była moja. To ja od małego prosiłam rodziców o kota. Moja pierwszą wizją było nazwać kota "Kicia"... z czasem mi się odwidziało dlatego, że brat wymyślił lepsze imię. Dobrze, że została Sonią. Nie jest to jakieś idealne imię, ale lubię je ;). 

Niestety Sonia wtedy jadała najgorsze karmy i ogólnie miała średnią opiekę - tego już nie zmienię. 
Patrzę do książeczki zdrowia Soni. Pierwsze szczepienie na tyfus i katar koci z dnia 4.08.2007 roku, przeciw wściekliźnie 21.09.2007, pastylka 28.08.2007. Książeczka tak jak powiedział ostatnio weterynarz "prowadzona wzorowo". Dobrze, że mama zdecydowała się na kastrację, moje myślenie było na etapie "małe kotki są słodkie i takie fajne", ale ona wiedziała jakie są konsekwencje. Dlatego w dniu 8.10.2007 została wysterylizowana. Pamiętam, jak mała Sonia chodziła slalomem i próbowała gdzieś wskakiwać, po czym spadała.

piątek, 21 marca 2014

Nic i wszystko

Typowy, zwykły post z zakresu "Soniowy pamiętnik".
Mamy już jakieś malutkie postępy w odchudzaniu. Małe, bo małe, ale ważne, że coś się ruszyło. W sobotę ważyła 5,3kg, a ze mną, po odjęciu 5,1! Nieważne, że wczoraj pokazała 5,4. Waga denerwuje bardzo, w jeden dzień pokaże dużo w drugi mało. Nie wiem już w co wierzyć. Jak zważę ją rano, przed jedzeniem może pokazać 5,1 a wieczorem, po jedzeniu znów 5,4. Porcje stałe, zmniejszyłam jej jeszcze dawkę. Sonia nawet nie zauważyła, nadal zostawia, mogłabym jeszcze zmniejszyć. Ona po prostu sama się ogranicza :). Czasem zje całą porcję, raz zostawi połowę. Różnie bywa.

Sporządziłam taki wykres na szybko. Waga początkowa 5,5kg, docelowa 4kg. Jak na zdjęciach widać czeka nas jeszcze długa droga.


środa, 19 marca 2014

Trawa dla kota

Kot powinien jeść trawę, aby oczyścić żołądek m.in. z kul włosowych. Kot wychodzący ma jej pod dostatkiem, ale domowy nie. Pewnie będzie chciał się zabrać za rośliny i kwiatki, a one (zwłaszcza niektóre) nie są dla niego odpowiednie. Na zewnątrz też nie powinny znaleźć się takie rośliny.

Azalia
Rośliny trujące dla kota:
- Azalia
- Bulwy i cebulki roślin ozdobnych
- Rącznik pospolity
- Laurowiśnia wschodnia
- Diffenbachia
- Złotokap
- Wawrzyn szlachetny
- Naparstnica
- Szczwół plamisty
- Bluszcz
- Jaśmin
- Konwalia
- Oleander
- Jemioła
- Filodendron
- Mak
- Rododendron


Zamiast tych wszystkich niebezpiecznych roślin lepiej załatwić sobie trawę. Tak jak już pisałam kot wychodzący skubie trawę codziennie na polu, choć ja trawę i tak posadzę. To też jakieś zajęcie dla kota, odciągnie to jego uwagę od innych roślin. Trawa wyreguluje trawienie, oczyści żołądek, pomoże w odkłaczeniu i dostarczy składniki mineralne. 

czwartek, 13 marca 2014

Miski dla kota

Miska to podstawa w kocim wyposażeniu. Warto w nią zainwestować, nie jest to jakiś wielki wydatek, a o wiele praktyczniejsza niż pojemnik po serku.



Miska plastikowa
Myślę, że najczęstszymi miskami są plastikowe, taka raczej najtańsza i najprostsza. Łatwa w myciu, lekka, dobra do podróży. Niezbyt wytrzymała.













Miska stalowa
Jest cięższa i przeważnie posiada gumę, dzięki której miska nie przesuwa się. Łatwa w czyszczeniu, stabilna. O wiele lepiej sprawuje się niż plastikowa.


 








Miska ceramiczna
Miska ceramiczna jest zdecydowanie najładniejsza. Ciężka, nie przesuwa się. Praktyczna.


niedziela, 9 marca 2014

Dieta trwa

Od poniedziałku Sonia ma nową dietę i do teraz trochę narzeka. Applaws jej się odwidział i zaczęła strajkować. Próbowałam różnych metod i okazało się, że to głównie chodziło o miskę, a nie karmę... z metalowej (wcześniej miała plastikową) jadła chętniej ;). W każdym razie jakoś sobie radzimy. Jeśli jakiegoś posiłku nie doje, to po prostu go opuszczamy. Waga waha się między 5,5 a 5,4kg, teraz stale to kontrolujemy.
Oczywiście wszystko to znów było ustalone z pomocą Muhikons :). 
Nie udało mi się zamówić lepszej jakościowo mokrej Granaty Pet, ale przynajmniej mam Animondę. Na droższe pozwolę sobie kiedy indziej.

Jak walczyć z kamieniem? Na pewno będę Soni dawać paski wołowiny do gryzienia. Myślę jeszcze nad zakupem pasty Orozyme, ale jest dość droga i nie ma jej na zooplusie, więc jeszcze zobaczę. Weterynarz polecał suchą karmę o dużych granulkach, bo taka dobrze ściera kamień. A ja tracę nadzieję, że weterynarz wie cokolwiek oprócz o leczeniu i zdrowiu.


czwartek, 6 marca 2014

Wizyta u weterynarza

Wreszcie udało mi się wybrać z Sonią do weterynarza. Wizyta z pewnością popsuła mi humor...
Tym razem nie było zbytnich problemów z załadowaniem kota do transportera, wszystko poszło dość sprawnie. Weszliśmy szybko, bez kolejki. Nie planowaliśmy dzisiaj robić badań krwi, Sonia nie była na czczo, ale pani powiedziała, że to bardzo nie przeszkadza. Dzielnie zniosła cały zabieg.
Waga mnie zawiodła, pokazała aż 5,5kg, czym jestem załamana. Pani też wspomniała o zębach, że jeśli ich stan się nie polepszy, trzeba będzie ściągać pod narkozą. Nie obyło się bez kazania na temat magicznych suchych karm. Tak oto weterynarze mieszają ludziom (w tym dzisiaj  i mnie) w głowie. Przynajmniej z wynikami wszystko w porządku. 
Mocno mnie to wszystko zdenerwowało, pani nam dała próbki Hillsa. Nie wiem co z kamieniem, gubię się już w całym żywieniu i odchudzaniu. 


Zawsze gdy wetka zaczyna tak zachwalać te wszystkie karmy chce mi się coś powiedzieć, że to nieprawda. Ale muszę milczeć. Nienawidzę tego. 
Następne badania za rok.