niedziela, 27 kwietnia 2014

Miejsce pierwszych dni Soni

Okres pierwszych ośmiu tygodni u kota jest najważniejszy, jest to czas wdrukowania. To ma duży wpływ na to, jaki będzie kot w przyszłości. Jeśli bierzesz kota z ulicy, musisz być gotowy, że pewnie nie będzie się tak garnął do ludzi. Wychowany daleko od ludzi, urodzony w dziczy... taki kot będzie strachliwy. Zależy to też od charakteru jego rodziców.
Biorąc kota z hodowli wiesz, że wychował się z ludźmi. Będzie on bardziej przyjazny dla człowieka.
Łatwo to zrozumieć, miejsce urodzenia ma duże znaczenie.
W tym poście głównie chciałam przybliżyć miejsce, skąd wzięłam Sonię.

środa, 16 kwietnia 2014

Co u nas? Nasza metoda odchudzania Soni

Teraz u nas nic wielkiego się nie dzieje, to co zawsze.
Zmniejszyłam dawkę karmy, teraz daję tak na oko, raz mniej, raz więcej. Przeważnie miska jest pusta i Sonia miauczy o więcej. Wszystko fajnie, ale najgorsze jest to, że waga nadal stoi. Co tydzień to samo, między 5,2, a nawet 5,5. Denerwuje mnie ta waga...

Sonia chyba stała się za mądra na laserek. Na początku biegała jak szalona, a potem już za każdym razem stawał się mniej interesujący. Jak go wyciągam, ona już wie co będzie i się na niego patrzy, to na laser to dookoła i szuka rybki. Nie przestała się zupełnie nim interesować, ale teraz już tylko leży i próbuje ją złapać.
Odczekam trochę, zapomni i zabawka będzie jak nowa.

Nie wiem, czy ona po prostu jest głodna, czy nagle zachciała się bawić. To prawda, wydaje mi się, że nie je do syta, miska przeważnie pusta i nawet chce więcej. Wieczorem, gdy jem kolację (Sonia wtedy ma najwięcej energii, biega po całym domu i ze ślizgiem wpada na dywany, mogłaby jeszcze je poukładać z powrotem) zaczyna miauczeć, chodzić dookoła, przewracać się na plecy. Cały czas chodzi za mną.
Możliwe, że chodzi jej o jedzenie, gdy idę w miejsce jej posiłku idzie za mną, ale nie zawsze...
Chętnie jednak się bawi, najczęściej to wygląda tak, że biegam po domu z wędką, a ona siedzi i czeka na moment, gdy będzie blisko niej i skacze. Zawsze to jakiś ruch. Akurat o tej porze zbytnio czasu nie mam, a w dzień to się najlepiej śpi.
Być może, ona czeka na mnie i chce żebym poszła spać. Przeważnie czeka do końca i dopiero jak ja idę, to ona idzie ze mną. Rano jest podobnie. Najpierw wstaję ja, gdy wychodzę z łazienki to zawsze czeka pod drzwiami (wyjątki są rzadko, musi jej się bardzo dobrze drzemać). Najdziwniejsze było to, że rano, gdy Sonia spała u mnie i dzwonił budzik (na mój nie reagowała, tylko na taty) to się zrywała i biegła do tego pokoju... nie wiem czemu, ale pewnie czekała aż tylko ktoś wstanie. Ona ma jeszcze inne dziwne zwyczaje, ale harmonogram często jej się zmienia.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Na Soni nie da się oszczędzać...

...czyli kolejna paczka i rzeczy do kolekcji. Jednak te rzeczy bardzo przypadły do gustu mi i nawet Soni. Postanowiłam, że po tych zakupach będę kupować tylko najpotrzebniejsze rzeczy, czyli karma i żwirek (no chyba, że akurat będzie coś fajnego... wiecie jak to jest). W planach jest jeszcze furminator, podróbka rzecz jasna. Już nawet znalazłam i mam gotowe na kolejne zamówienie. Być może uda mi się zamówić karmę Power of Nature. Tak się cieszę, Sonia by mogła jeść najlepszą suchą karmę dla kotów, ma ona mniej węglowodanów co przyśpieszy nasze odchudzanie (dlatego też przydałoby się ją zakupić).
Wczoraj cięłam surową wołowinę dla Soni, ale może o tym powiem w innym poście, tutaj chodzi o paczkę. 

Tradycyjnie zamawiałam na zooplusie. Przesyłka miała być już wczoraj, zawsze była na drugi dzień po wysłaniu, no ale cóż... nie tym razem. Na szczęście dzisiaj już jest. Po obiedzie zabrałam się za najlepsze, czyli odpakowywanie. Sonia nie zrobiła tej łaski i sama nie przyszła, ale musiała być i ją przyniosłam. Pierwsze na co zwróciła uwagę to te zielone żyłki (bo przecież zawsze najlepsze).


niedziela, 6 kwietnia 2014

Kulka/Kulek

Post wspomnieniowy, czyli powiem tu o umarłym chomiku. O Kulce/Kulku.

Był to mój pierwszy (i raczej ostatni) chomik. Pewnego dnia byłam w domu znajomej, a tam był chomik. Jakoś tak potem wyszło, że mi się spodobał i też takiego mi się zachciało. Rodzice nic przeciwko nie mieli.
Klatka po starym chomiku i kilka akcesoriów już było. Największy błąd jaki popełniłam - przed przyjęciem chomika, można powiedzieć, że w ogóle nie byłam na niego przygotowana. Chyba nic na ich temat nie przeczytałam, wiedza minimalna. Bez sensu.
Wybrałam biało czarnego chomika, według pani samiczka na pewno. Wzięłam jakieś trociny, pierwszą lepszą karmę, gryzaki i chyba to było na tyle. Przygotowałam klatkę i dałam do niej chomika. Dostała imię Kulka. Sama się z czasem oswoiła.