niedziela, 31 sierpnia 2014

Postępy w długim i żmudnym odchudzaniu

To już koniec tych upragnionych wakacji, jak każdy narzekam. Sonia sama będzie siedzieć pół dnia, to znaczy ktoś w domu zawsze jest, więc zupełnie sama nie zostanie.
Dobiegł też koniec remontu, wreszcie. Na początku Sonia bała się tego wszystkiego, ja też się sporo obawiałam, ale jakoś sobie poradziła i żyjemy, teraz przynajmniej jest trochę ładniej, chociaż zmian nie lubię ;) Kilka razy tylko upaćkała się farbą, ale udało się to jakoś zmyć.

Chwalę się nowymi panelami:)
Po wizycie u weta wszystko stało się jasne. Sonia została zaszczepiona, wyjaśniła się już sprawa z kamieniem. Będzie trzeba ściągać, ale musimy czekać kilka tygodni od szczepienia, więc w wakacje zrobić się nie udało. Nie wiem, jak to będzie, nie chciałabym siedzieć wtedy w szkole. Nie chcę jeszcze o tym myśleć. W każdym razie mam już na to zgodę i w końcu się odbędzie.



Mimo tego, że ściąganie jest niemal pewne, nadal staram się karmić Sońkę kośćmi. W końcu jest mięsożercą i to dla niej dobre. Łapki nie ruszyła, tak samo ze skrzydełkiem (została kość, bo ją oskubałam i królewnę Sonię karmiłam), na szczęście udało się z szyjkami. Wszystko i tak jest utrudnione, bo muszę ją długo przekonywać, by zaczęła gryźć, ale jak już się weźmie, zjada calutką (mam też problemy z zrobieniem zdjęć...).


wtorek, 19 sierpnia 2014

Kolejne odwiedziny.

Ponad tydzień temu znów byłam z wizytą u krewniaków Soni. W tym dniu, było mi strasznie żal wszystkich tych kotów. Zdjęć mam mało i są słabej jakości, a to wszystko przez mój telefon, w którym skończyła się pamięć i musiałam usuwać inne, by zrobić nowe.

Na początku wybrałam się zobaczyć co tam u królików, no i je karmiłam. Kiedyś już o nich pisałam, więc nie ma sensu znowu o tym wspominać.



Najbardziej zależało mi, by zobaczyć Pusię. Nie musiałam jej szukać, leżała sobie na chodniku i czekała, aż ktoś ją pogłaszcze. Wielka z niej pieszczotka, w czymś tam przypomina mi moją Sonię. Nie jest w takim złym stanie, bardzo dobrze, że jest sterylizowana. Fajna kotusia.
Co innego można powiedzieć o jej synu (prawdopodobnie, kto wie, może to jej brat), niekastrowanym Verterze, który nagle się zjawił.
 

Oto Verter.
Nie jest jakoś makabrycznie, po prostu typowy niekastrowany kocur. Często znika na kilka dni, a niedługo wyjdzie i nie wróci. Jego sierść jest niemiła w dotyku, wyczułam kilka strupów, jest zdziczały, nie przyzwyczajony do ludzi i dotyku. 

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Użyte smakołyki.

Wracając jeszcze na chwilę do Milki, chcę opisać wszystkie smakołyki, które wykorzystałyśmy. Kupiłam kilka rodzajów, by nagrody były bardziej urozmaicone. Jej smakowały wszystkie, nie ma co się dziwić.
Smaczki w 100% z mięsa (Let's Bite i Rinti) nadają się również dla kotów.
Ceny podaję ze strony zoopatrzenie.pl. 


środa, 6 sierpnia 2014

Pożeganie i wyczekiwane powitanie.

Przed powrotem zdążyłam jeszcze iść z Milką na dłuższy spacer. To raczej było grzybobranie, a ja ją wzięłam przy okazji. Mimo, że przeszkadzała (kilka razy się przez nią przewróciłam) i tak zebrałam sporo grzybów, a ona był zachwycona zupełnie nowym miejscem. Szłyśmy cały czas w górę, chwilami było stromo, a ona czasami mi swoim ciągnięciem pomagała włazić. Był to nasz przed ostatni spacer.