poniedziałek, 14 grudnia 2015

BARFnych przemyśleń ciąg dalszy

Pierwsze rozmyślenia na temat nowej diety pojawiły się rok temu, to właśnie wtedy zaczęłam działać. Zaczynając od zrobienia próbnej mieszanki ze sprezentowanych suplementów, przez kilkanaście miesięcy całkowicie wprowadziłam BARF w soniowe życie. To już kawał czasu, a tym samym pojawiły się pewne wątpliwości.

Dlaczego zdecydowałam się właśnie na mieszanki?
BARF = nieprzetworzone jedzenie, szansa na odchudzenie, zdrowie, lepsza sierść, szczęśliwszy kot mający więcej energii, czyste zęby, brak zapachu w kuwecie... czyli naturalna, idealna dieta służąca zwierzęciu pod wieloma względami.
Więc co jest nie tak?


Nad jedną mieszanką, zapasem na około 20 dni, spędzam około 6 godzin (lub więcej). Dałoby się szybciej z tym uwinąć, ale wciąż mi brak wprawy (i mam kiepską maszynkę do mielenia). Faktem jest, że kupienie zapasu mokrej karmy byłoby sto razy wygodniejsze... i nawet nie obliczam, czy aby nie tańsze. Mam pewne wrażenie, że wydaję więcej niż powinnam. To dlatego, że oprócz dokupywania nowych suplementów ciągle uzupełniam zapasy karm gotowych. Nie potrafię się bez tego obejść, przydaje się.

Do tego zawsze mam jakieś problemy z zakupieniem mięsa, zwłaszcza z wołowiną jest trudno. Rzadko kiedy udaje się zastać wszystko w jednym sklepie.
Za każdym razem boję się, że zrobiłam coś źle i zamiast pomóc, zaszkodzę Soni - mimo, że raczej nie powinnam się znacznie pomylić. Obawy pozostają.

wtorek, 1 grudnia 2015

Dwa lata Czterech łap! Urodziny bloga.

Nie pamiętam już dokładnej przyczyny założenia tego bloga. 23 listopada 2013 roku wpadłam na ten pomysł, znalazłam ewentualnych zainteresowanych, pomyślałam, czy nie sprawi mi to problemów i  spontanicznie, bez ogólnego pojęcia jak coś takiego prowadzić - założyłam. Był to czas dużych zmian, w którym dopiero co poznawałam zwierzęce zakątki internetu i osoby o podobnych zainteresowaniach. Właśnie wtedy zauważyłam, że istnieją takie blogi i ktoś (a nawet wiele ktosiów) je czyta.

Sama nazwa nie wzięła się znikąd, choć dziwię się, że wymyśliłam ją tak szybko - ja na nic nigdy nie mogę się zdecydować. W dzieciństwie grałam w pewną grę, która miała w nazwie "(...) łapy i pazury" i to właśnie ona jest wzorem dla pełnej nazwy (zresztą polegała ona na leczeniu zwierząt, bardzo mi się podobała :)) Miała ona być uniwersalna, kocia i psia. Obecnie wydaje mi się trochę zbyt prosta, ale nie zmienię tego, jest nasza :). 


Na początku moje wpisy były naprawdę kiepskie, wtedy tylko zastanawiałam się czemu nikt nie komentuje moich krótkich postów... o niczym ;). Nie wiedziałam o czym chcę pisać. Główny temat: Sonia. Ale chciałam też pisać posty edukacyjne o kotach, a nawet wprowadzić tematykę psią. 
Nie znajdziecie już tych pozostałości po dawnych Czterech łapach. Przyznam się, że większość postów po prostu pousuwałam, część z nich poprawiłam. Powstały duże przerwy pomiędzy nimi, w rzeczywistości pisałam częściej (najstarsze nawet nie są ze sobą powiązane). Skasowania niektórych żałuję, może nie powinnam tego robić, ale trudno - liczy się to co teraz.

Mam wrażenie, że piszę bloga od całkiem niedawna, dopiero co kształtuję jego charakter. Ruszyłam z innym stylem pisania i nowymi tematami. Wreszcie wszystko zostało przemyślanie, obrałam właściwy kierunek bloga. Potrzebowałam na to sporo czasu.

poniedziałek, 16 listopada 2015

Jesienny spokój

Od jakiegoś czasu mamy prawdziwą jesień, taką jak chciałam. Na zewnątrz jest zimno i deszczowo, dlatego Sonia niechętnie się tam wybiera. Czasem wyjątkowo tylko przewietrzy się kilka minut, a jak mam wolny czas zabieram ją na wspólny spacer.


wtorek, 3 listopada 2015

Zmiany po operacji?... Znamy już wyniki badań!

Gdy Sonia zaczęła się już dobrze czuć, kubraczek stał się dużym problemem. Ciągle próbowała go sobie zdjąć, rozwiązywała i gryzła sznurki. Często niebezpiecznie zaczepiała się o materiał i nie mogła sobie poradzić z uwolnieniem... dlatego też bez przerwy ją obserwowałam. Noce nie były łatwe, Sosia się nudziła, bo oprócz tego, że ubranko przeszkadzało, to jeszcze była głodna, apetyt miała większy niż zawsze. I to chyba zostało do teraz.


Oprócz tego powrócił stary problem - sikanie poza kuwetą. Nawet gdy postawiłam trzecią w bardzo dla niej dogodnym miejscu zdarzało jej się zrobić gdzieś na dywanik. Nie mam pojęcia ile bym musiała postawić kuwet, by jej pasowało. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się złapać mocz i to się wyjaśni. Ale mogło być gorzej, bardziej bym się martwiła, gdyby sikanie było niekontrolowane czy przynoszące jakiś ból.

środa, 14 października 2015

Przetrwałyśmy operację! - przeżycia z ostatnich dni. A co będzie dalej?

Zabieg w końcu nadszedł, czas spędzony w niepewności minął bardzo szybko. Kilka dni przed wyznaczonym terminem ciągle się denerwowałam i do granic możliwości wymyślałam co się może stać. Sonia tymczasem zachowywała się jak zwykle (przez co smutno mi się robiło, gdy na nią patrzyłam). Z pewnych powodów przed operacją post się nie pojawił, ale miałam nadzieję, że ktokolwiek o Sonieczce pamiętał we wtorek 6 października.
(A teraz długie opisy, które jednak chcę mieć na blogu, mam nadzieję, że aż tak Was nie zanudzę).

Dzień operacji
We wtorkowy poranek Soń była nieco zdezorientowana - od rana, mimo budzenia o tej godzinie co zawsze (piąta) nie dostała jedzenia. Co chwilę była też głaskana i pilnowana. Próbowała uciec, ale jej się nie udało, została zapakowana do transportera. Przyjęła ją inna pani weterynarz niż ta, która miała robić zabieg. A to oznaczało tłumaczenie wszystkiego od nowa... najgorsze było to, że musiała siedzieć samiutka gdzieś w klatce przez całe cztery godziny. To musiał być dla niej ogromny stres.
Nie było mnie przy tym, może i dobrze. Patrzeć jak ją zabierają? Kiedy już się uspokoiła, bo zawsze wraca do domu? Chyba faktycznie lepiej, że siedziałam w tym czasie w szkole. Lekcje były bardzo męczące i przepełnione myślami o Soni.
Bałam się, że wrócę do domu i dowiem się czegoś okropnego, czegoś, czego nie mogę sobie wyobrazić, myśl, którą odrzucałam od siebie wielokrotnie. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca, ale wciąż czekałam na decydujący telefon. Po 15 pani zadzwoniła - wielka ulga, wszystko w porządku. Jednak Sosia coś powoli wybudzała się z narkozy, więc do odebrania miała być dopiero wieczorem. Po tej informacji poczułam się o wiele pewniej, nie wiedziałam jeszcze w jakim stanie będzie Sonia.


niedziela, 27 września 2015

O wypoczynku podczas upałów.

Od zabiegu nadal dzieli nas cały tydzień, staram się robić wszystko by o nim nie myśleć, więc w międzyczasie przyda się jakiś luźniejszy post ;).
Podsumowań z wakacji nie będzie, bo nic szczególnego się nie działo, a nawet jeśli, to już o tym wspomniałam lub dopiero wspomnę. Oczywiście już trochę minęło od powrotu do codzienności, ale mogę jeszcze nawiązać do tych dwóch miesięcy i pokazać gdzie Sonia przebywała podczas upałów. Nie narzekam, że źle je znosi, ale całe dnie spędzała poza domem. Głównie leżała w pobliżu i wygrzewała się w słońcu, nawet nie myśląc o przyjściu na obiad (zmniejszony apetyt). A więc zdjęcia.


Na początek weranda, Sonia ją uwielbia (ja zresztą też). Deski to idealne miejsce na wylegiwanie się, a oprócz tego znajdzie się też miejsce na ławce. Do wyboru - w cieniu i słońcu. Żyć nie umierać :). 

niedziela, 20 września 2015

Byle przetrwać

Dla przypomnienia - guzka u Soni wykryłam pewnego sierpniowego poranka i jak najszybciej udałam się do weterynarza, który kazał nam go obserwować. Do następnej wizyty faktycznie się zmniejszył i już pojawiła się nadzieja, że może nie będzie z nim tak dużych problemów (choć wciąż przygotowywałam się na zabieg). Dalej czekałyśmy, gdy około tydzień temu coś zaczęło się dziać - obok tego małego pojawiło się o wiele większe, bardzo nieregularne zgrubienie. Byłam w lecznicy i znów niczego się nie dowiedziałam, decydująca wizyta była w ten czwartek, kiedy guz przybrał jakiś kształt i umiejscowił się obok drugiego.

Zmiany zaczęły być naprawdę niepokojące, więc jesteśmy już umówione na zabieg i wysłanie próbki do zbadania. Ale zanim do tego dojdzie musimy jeszcze trochę poczekać - naszej pani w najbliższym czasie nie będzie, a nie chcę Soni powierzać nikomu innemu. Sam wynik też nie będzie od razu (daleko to wysyłają). A więc czekamy w stresie i niepewności aż do 6 października - jest to wtorek, średnio pasujący mi dzień tygodnia, ale jakoś musimy sobie poradzić.

niedziela, 30 sierpnia 2015

Kocia radość

Nie ma to jak spotkanie z kotem po dłuższej rozłące. Z powrotem wraca się do codziennych czynności. Ja oczywiście nie mogłam się Sonią nacieszyć, ale co na to ona? Czy cokolwiek obchodzi ją mój powrót? Oczywiście. Nie raz już przekonałam się o jej przywiązaniu do mnie. Nie jest to tak jawne okazywanie radości jak u psa, ale mnie wystarczą drobne znaki, których ktoś inny nie zobaczy - w końcu inaczej kot nie byłby kotem bez tej swojej tajemniczości :).


Tym razem po powrocie, jak zresztą zawsze, ciągle za mną chodziła. Momentalnie też przestawiła się na mnie jako karmicielkę i śpi w moim pokoju. Fakt, że lubi przebywać blisko mnie jest potwierdzony :). Sonia podczas mojej nieobecności (nieważne jak długiej) zachowuje się niespokojnie, a jak wracam to prawie zawsze przybiega się przywitać.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Ciężkie osiem dni bez kota.

Kto zagląda na ten blog od dłuższego czasu to na pewno kojarzy, że w ferie i wakacje wyjeżdżam z domu na dłużej, a Sonię zostawiam pod opieką babci. Teraz też przyszedł na to czas. Z każdym razem tracę ochotę na ten wyjazd, głównie z powodu kota - uważam, że nikt nie zastąpi mnie w takim stopniu (w końcu tylko ja jestem na tym punkcie przewrażliwiona).
 
O co tak się boję? O dosłownie wszystko. Sonię zawsze mam pod stałym nadzorem, a przynajmniej staram się wiedzieć gdzie znajduje się w danej chwili. Jest dużo czynności, których inna osoba po prostu za mnie nie wykona. Nagła potrzeba wyjazdu do weterynarza, odganianie obcych kotów (Sonia jest ostatnio jakaś agresywna...) czy psów, chodzenie za nią po ogrodzie i pilnowanie, by była bezpieczna... i wiele, wiele innych. Będąc tu często o niej myślę.

niedziela, 2 sierpnia 2015

Ciągle wizyty u weterynarza. Jak to będzie z soniowym zdrowiem?

Sonia przez całe życie cieszyła się dobrym zdrowiem, jakoś nigdy wiele się nie działo, a nawet jeśli, to szybko z tego wychodziłyśmy. Ostatnio jest inaczej, a każda dolegliwość coraz bardziej uświadamia mi, że Sosia się starzeje. Ale mimo tego wszystkiego czuje się świetnie i w zachowaniu nic się nie zmienia.
Zaczęło się od problemów z pęcherzem, które ciągną się do teraz. Sonia doszła do perfekcji w unikaniu pudełka do łapania moczu i ta sprawa nadal nie jest zakończona. Postanowiłam już nie czekać i zrobić badania krwi (które teraz powtarzamy co rok).

Obawiałam się, że po gruntownej zmianie żywienia wyniki wyjdą gorzej niż w tamtym roku. Na szczęście prawie wszystko było w porządku, oprócz tego, że Sonia była odwodniona. Po badaniu przyszedł czas na przegląd ogólny i pastylkę na robaki. Waga pokazała 5kg - cóż, przynajmniej nie więcej niż było. Pani powiedziała, że dobrze by było, gdyby zrzuciła chociaż pół kilo. Na koniec to co już wiem, zęby zaczynają żółknąć i jeśli ich stan się pogorszy, znowu trzeba będzie ściągać kamień.


niedziela, 26 lipca 2015

Jak to u nas jest z zakupami.

Zakupy to codzienność, każdy je robi, każdy ma swój ulubiony sklep. Ja również. Tyle, że chyba największą przyjemnością jest dla mnie kupowanie rzeczy kotu, nie sobie. Będę szczera - od ciągłego wkładania do koszyka najróżniejszych kocich rzeczy jestem uzależniona. Przy uzupełnianiu zapasów nie obejdzie się bez dodania czegoś, co akurat mi się spodobało. Oszczędzanie nie jet łatwe. Bo przecież wszystko w jakimś stopniu się przyda... co z tego czy w mniejszym, czy większym.
Ostatnio robiłam zakupy (w różnym odstępie czasowym na zooplusie, animalii i w stacjonarnym zoologicznym Kakadu), które są tego świetnym przykładem.


Musiałam uzupełnić zasoby mokrej karmy, a że ostatnio stwierdziłam, że kupiłam za mało, wzięłam dwa razy więcej. Poza tym już od dawna chciałam coś jeszcze lepszego... do koszyka trafiło 12 puszek po 400g Granaty Pet. Ale przecież niewiele brakowało do darmowej przesyłki, jak bym mogła przepuścić taką okazję? ;) 
Wzięło mnie na łopatki do żwirku. Jedna zwykła, po kilku latach pozwoliłam sobie na kupno nowej - a w jakiś sposób okazała się o wiele wygodniejsza. Tę drugą w sumie już miałam, ale jest wykorzystywana do czegoś innego, więc kolejna bardzo się przydała (przenoszę nią wszelkie nieczystości z kuwety do toalety). 
Poza tym kiedyś już myślałam nad kupieniem takiego czegoś do drapania, była też przecena... więc dorzuciłam coś o nazwie: Multi-Scratch mata do drapania. Sonia w sumie jeszcze nie używała, ale mam w planach zastąpić tym jakiś stary wiklinowy mebel, który wywalę podczas remontu (zbliżającego się wielkimi krokami). 
Na koniec postanowiłam wesprzeć jakieś zwierzaki kupując puszki z zoolove - Soni rzecz jasna smakowało. 

wtorek, 14 lipca 2015

Złe i dobre strony soniowego wychodzenia.

Nie od dziś wiadomo, że Sonia samodzielnie wychodzi na zewnątrz. Gdybym teraz brała kota na pewno postarałabym się o to, by był niewychodzący (mimo, że nie byłoby to takie proste). Wolałabym już przechadzać się po dużym ogrodzie na smyczy i mieć nad nim pełną kontrolę zamiast ciągle martwić się o jego bezpieczeństwo.
Sonia została kotem wychodzącym bez mojej wiedzy. A raczej: kiedyś w ogóle o takich sprawach nie myślałam. Naprawdę się cieszę, że przez te wszystkie lata nic poważnego się nie stało, a teraz Sonia jest rozważniejsza. Zawsze wraca na noc i przeważnie trzyma się blisko domu, z reguły wie co dla niej dobre i gdzie nie powinna chodzić (od ulicy trzyma się z daleka przez całe życie).
Po tylu latach nie ma już mowy na odebranie jej tego wszystkiego, ona sama jest przyzwyczajona do swobodnego poruszania się po ogrodzie, a w dodatku tu co chwilę drzwi się otwierają, ciężko byłoby ją upilnować. Z tym musiałam się pogodzić.


niedziela, 21 czerwca 2015

Nasi koci sąsiedzi. Mniejsi... i więksi.

Mimo, że Sonia jako najstarsza jest prawowitą Królową tego terytorium, oczywiście nie jest tu sama. Kocury z sąsiedztwa często nadużywają jej gościnności. Nie zawsze jednak jest taka bezbronna i pokrzywdzona jak to było ze Skarpetą (Pan Bonifacy coś ostatnio się nie pokazuje, a jego kolega Filemon siedzi na sznurku - o nich więc tu nie będzie). Cieszę się z tego, że zdarza jej się zawalczyć o swoje. Gdy tylko widzi kota w ogrodzie zaczyna biegać po domu i prosić o wypuszczenie. Wychodzę razem z nią i idziemy zobaczyć kto przyszedł - w razie czego służę pomocą.
Stali bywalcy naszego ogrodu to obecnie dwa kocury mieszkające kilka domów dalej - bury w białe łaty i biały w bure łaty, czyli Szuwarek i Nieznany Niedobry, którego nazywam Holdenem.

Szuwek to bardzo fajny (i piękny) kot. Jeśli chodzi o jego relacje z Sonią - nie są takie złe, ale odbiegają od przyjaźni. Problemu z nim nie ma, bo jest równie strachliwy jak ona (nigdy nie udało mi się do niego podejść). Na początku "bili się" przez okno, później gonili na zmianę. Do teraz ciągle zachowują do siebie dystans, obserwują się z daleka, ale najważniejsze to, że nie ma wrogości (choć bywały momenty, w których sprawiał problemy...). 

Z  tym Nieznanym to trochę co innego. Nagle się pojawił, a teraz już często go tu widuję. Ten już bardziej śmiały, nie bał się mnie. Czasem słyszę jak pojedynkuje się z Szuwarkiem, oni to na pewno się nie lubią. Soni zdarzyło się go przegonić, czasem to on jest górą. Holden wprasza się i robi zamieszanie, ale nie da się go porównać do Skarpety. Na szczęście. 


niedziela, 24 maja 2015

Uzupełniając zapasy


Karmy - w końcu BARF nie będzie stanowił 100% soniowej diety (ale na pewno większą część). Tradycyjnie Animonda Carny, 6 puszek po 400g (mogłam kupić więcej).
Był problem, nie wiedziałam jaką suchą kupić. Miał to być znowu Power of Nature, ale aż 2kg (to najmniejsza sprzedawana ilość) mi przecież niepotrzebne. Sucha to tylko uzupełnienie stosowane w wyjątkowych wypadkach. Dlatego wzięłam korzystny pakiet próbny karmy Purizon, dwa opakowania po 400g w dwóch smakach - nie jest to coś jakości PoNa, ale i tak nie będzie to coś jadane na co dzień. Soni bardzo smakuje.
Reszta to nic nowego - 20 l CBE+ i woreczki do żwirku.

Oprócz typowych rzeczy uzupełniających braki dostałam gratis - Trixie Barney kocyk z flauszu. Jest miły w dotyku i cieplutki, kilka razy już podłożyłam go Soni i na nim spała. Chyba w jakiś sposób ją "przyciąga" :). Jeden koc już ma, ale z tego na pewno również zrobimy jakiś użytek. 

Została jeszcze jedna rzecz, której na zdjęciu grupowym nie ma (bo mądra ja o niej zapomniałam). Skusiłam się na prosty automat do pożywienia i wody Trixie.  Byłam ciekawa jak to działa i czy byłoby praktyczne. 
Ostatecznie jestem zadowolona. Ponieważ jedna z misek jest oddalona od źródła wody często zapominam ją uzupełniać. Teraz nie powinno być takiego problemu (Sonia piła z tego na razie tylko raz, ale dobre i to).
Automat działa na prostej zasadzie, gdy kot pije, woda automatycznie się uzupełnia i zawsze jest na tym samym poziomie (o ile zbiornik jest pełny). Wystarczy tylko raz na jakiś czas zadbać o umycie miski i wlanie wody. 
Ważnym tylko jest, by robić to ostrożnie - przy montowaniu trzeba bardzo uważać (miskę przyczepiać do zbiornika z wodą, a później odwrócić, nie odwrotnie), a potem już miski nie ruszać, bo niezwykle łatwo jest wszystko wylać i mieć sporo do sprzątania. Lepiej też, by nie stało gdzieś na przejściu, w zbiorniczku mieści się całkiem sporo wody, a łatwo schodzi.
(Ja już się o tym wszystkim przekonałam.) 
 

niedziela, 10 maja 2015

Z Sonią nie da się nudzić + BARFowanie czas zacząć!

A ja znowu się powtarzam, to co zawsze - mocz nie został złapany. Źle mi z tym, termin już dawno minął, powinnyśmy już być po wszystkim. Ale niestety, Sonia robi wszystko, by mi to utrudnić.


Na kilka dni wystąpiła pewna przeszkoda i nawet nie próbowałam łapać, nie miałam wyjścia. Wtedy Sonia chodziła sikać idealnie o tej porze co chcę. Cudownie.
Kiedyś sikała zawsze po śniadaniu, teraz wybiera raczej wcześniejsze pory. Mogłabym wstać i złapać, ale wtedy byłby problem z dojazdem. Nie chcę powtórzyć tego błędu, mocz nie może leżeć długo.

Oprócz tego Sonia coś rzadko korzysta z nowej kuwety, woli tą starą.
Kilka razy przyłapałam ją gdy przymierzała się do nasikania obok kuwety. Nie udawało jej się, bo zaraz przychodziłam z pojemnikiem - a to oznacza, że trzeba uciekać.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Suplementy są, przejście na BARFa czeka.

Wreszcie nadarzyła się sposobność i mogłam kupić suplementy do BARFa, które już dawno miałam w planach. Odwlekane z różnych powodów, pewnie gdyby nie promocja na pewną dodatkową rzecz nadal bym czekała. W każdym razie dobrze, że mam już to wszystko u siebie, mimo, że jeszcze nie zostanie wykorzystane.


Suplementy - w tym Felini Complete, podstawowy suplement, które zastępuje wszystko inne (jednak zakup tych dodatkowych jest raczej konieczny, ponieważ ma FC braki). Na ten moment nie mogłabym sobie pozwolić na naturalne suplementy, to mi musi wystarczyć. Reszta to Felini tauryna i olej z łososia firmy Salmopet.

Podkładka pod miskę Trixie - zachciało mi się wymienić starą na jakąś nową i ładną. Świetnie się prezentuje.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Skazane na Hillsa

Nie potrafię złapać moczu. Zapewne przez to, że teraz Sonia jada tylko suchą karmę, zmienił się czas korzystania z kuwety. Od dwóch tygodni jesteśmy w niepewności, czy magiczna karma poprawiła wyniki?


Dwie kuwety sprawują się świetnie, Somcia do jednej sika, a do drugiej się załatwia. Jeszcze nie zdołałam ustalić, czy to zależy od miejsca czy pojemnika. Ważne, że z tym nie ma problemu. 
Mam wielką nadzieję, że gdy już uda mi się oddać mocz do badania, wyniki będą zadowalające. Jeśli nie, to weterynarz wprowadzi leki albo jeszcze przez jakiś czas nie odstawimy Hillsa. A mam już dość, codziennie to samo.

sobota, 28 marca 2015

Osiem lat z Sonią.

Zanim się obejrzałyśmy minął kolejny rok. Trudno mi uwierzyć, że Sonia jest u mnie już całe osiem lat, to sporo. Nawet nie mogę sobie wyobrazić życia przed jej przybyciem.
Przez ostatni rok sporo się zmieniło.


Zaczęło się od gruntownej zmiany w żywieniu (mogło to być odrobinę wcześniej, ale nie biorę tego pod uwagę). Na początku zadowalałam się dobrą suchą karmą, później przestała mi wystarczać. Coraz więcej mokrej. Nie spodziewałam się, że zdecyduję się na BARFa. Owszem, miałam w planach "kiedyś tam" spróbować, ale nie wpadłbym na to, że to nastąpi tak szybko.

środa, 11 marca 2015

Miało być lepiej.

Niedawno pisałam, że sprawa z pęcherzem już zamknięta, skończyłyśmy antybiotyk, zostało tylko zrobić badania, które miały być ładne. Sonia w ostatnim czasie nasikała jeszcze kilka razy poza kuwetą. Co się okazało po łapaniu moczu? Jest gorzej.


Znów było kilka prób przy złapaniu siuśków, Sonia nie chciała współpracować (jednak na pewno poszło szybciej niż ostatnio). W końcu się udało, a ja popełniłam wielki błąd, do teraz tego żałuję i się obwiniam. Mocz leżał w lodówce dobre kilka godzin. Pani weterynarz niby powiedziała, że to nie szkodzi, ale ja mam wątpliwości. To mogło być przyczyną tych wyników... ale też niekoniecznie, nie dowiem się. Nie udało mi się złapać moczu ponownie.

niedziela, 22 lutego 2015

Pies kota nie zastąpi.

Spokojnie mogę już stwierdzić, że o wiele bardziej wolę koty od psów. Milka jest fajna, ale często mam jej dość, zwłaszcza na spacerach. Być może z wychowanym psem o innym charakterze inaczej bym to odczuła, w końcu Milka jest jedynym z którym mam szansę pracować. Na razie tego się nie dowiem, teraz tylko chcę wrócić do mojej Soni.




Powtórzyłyśmy wszystkie sztuczki, Szczur wszytko pamięta. Nauczyła się też nowego "proszenia" na komendę. Pojętna psinka, ale bardzo niecierpliwa i myśląca tylko o nagrodzie - jedzonku. Do tego mam wątpliwości, czy ona mnie słucha...
Chyba w ogóle się nie zmieniła, nadal okropnie ciągnie na spacerach i szczeka, a w domu jest potulna jak baranek. Do tego do spania upodobała sobie akurat mnie ;).
Szkoda, że znowu trafiłam na cieczkę, niedawno się zaczęła. Jej napadanie na ręce mnie drażni.

niedziela, 8 lutego 2015

Kocio - psie zakupy.

U Soni już prawie wszystko w porządku. Pęcherz wyglądał tak jak trzeba, antybiotyk był podawany jeszcze kilka dni i koniec. Za kilka tygodni mamy powtórzyć badanie moczu, mam nadzieję, że będzie ładnie.
Dlaczego prawie? Sonia wczoraj nasikała w swoje stałe miejsce, mam nadzieję, że to jednorazowe...

W końcu moje duże zakupy doszły do skutku. Są rzeczy dla Soni, mniej i bardziej potrzebne, ale i dużą część stanowią prezenty dla Milki. Za tydzień już tam u niej będę, więc tradycyjnie coś kupiłam. Jestem bardzo z tego zadowolona, tym razem nie nakupowałam tylko masy smakołyków.

Sucha karma to Purizon Adult dla psa, kurczak z rybą. Kupiłam oczywiście dla Milki, myśląc, że to może przekona wujka do takiego żywienia. Jeśli nie, to przynajmniej będę się cieszyć, że choć raz je coś lepszego. 

Mokre karmy - puszki kupione w tym samym celu co sucha, Lukullus. Ten pies zje wszystko, nawet nie biorę pod uwagę tego, że jej nie posmakuje. 
Reszta to Animonda Carny dla Soni, zapas w puszkach 400g (będą zamrożone) i 200g.

niedziela, 25 stycznia 2015

Chorujemy i leczymy się.

Sonia rzadko choruje. Teraz również wygląda na zdrową, nic nie wskazuje na to, by było coś nie tak... a jednak mocz oddawany co jakiś czas poza kuwetą coś musiał znaczyć. Sprawa ta ciągnie się za nami od dość dawna.
Na początku nie podejmowałam żadnych działań. Po kilku razach zaczęłam się głowić, co się dzieje. Miałam nadzieję, że to tylko soniowe wymysły (a to kuweta mogła już nie pasować, żwirek...) i wystarczy odpowiednie podejście do sprawy. Postanowiłam jednak zbadać ten mocz, na wszelki wypadek. Lepiej było najpierw wykluczyć problemy zdrowotne.


Mijały dni, a ja nieudolnie próbowałam łapać siuśki. Sonia nie współpracowała, wtedy, gdy ja czekałam na jej pójście do kuwety, ona akurat nie miała potrzeby. Czułam, że to wszystko się pogarsza, miałam przeczucie, że dzieje się coś złego. Najgorzej jest nie wiedzieć i się zamartwiać.
Po kilku próbach zmieniłam taktykę (Sonia po prostu nie sika w soboty o tej porze co chcę, tylko w dni powszednie) i udało się. Samo łapanie bardzo proste.

niedziela, 11 stycznia 2015

Wymysły Królowej Soni.

Dzisiaj miał być post o wynikach moczu Soni, ale niestety Królowa na to nie pozwoliła, a ja nie mam już siły. Podejścia były dwa, czuwałam od piątej rano, gotowa biec za kotem do kuwety i jakoś złapać siuśki. Jednak akurat wtedy Somcia nie miała potrzeby. Nawet w dzień (gdy jeszcze weterynarz jest otwarty) jakoś nie idzie. Jak na złość.


Będę próbować dalej, co zrobić. Tracę nadzieję, że jest to możliwe, ale muszę sobie poradzić, być cierpliwa, choć to trudne.
Ostatnio nasikała na moich oczach, coś jej się w kuwecie nie spodobało i wyszła robić obok. Stała się bardzo wymagająca.