niedziela, 25 stycznia 2015

Chorujemy i leczymy się.

Sonia rzadko choruje. Teraz również wygląda na zdrową, nic nie wskazuje na to, by było coś nie tak... a jednak mocz oddawany co jakiś czas poza kuwetą coś musiał znaczyć. Sprawa ta ciągnie się za nami od dość dawna.
Na początku nie podejmowałam żadnych działań. Po kilku razach zaczęłam się głowić, co się dzieje. Miałam nadzieję, że to tylko soniowe wymysły (a to kuweta mogła już nie pasować, żwirek...) i wystarczy odpowiednie podejście do sprawy. Postanowiłam jednak zbadać ten mocz, na wszelki wypadek. Lepiej było najpierw wykluczyć problemy zdrowotne.


Mijały dni, a ja nieudolnie próbowałam łapać siuśki. Sonia nie współpracowała, wtedy, gdy ja czekałam na jej pójście do kuwety, ona akurat nie miała potrzeby. Czułam, że to wszystko się pogarsza, miałam przeczucie, że dzieje się coś złego. Najgorzej jest nie wiedzieć i się zamartwiać.
Po kilku próbach zmieniłam taktykę (Sonia po prostu nie sika w soboty o tej porze co chcę, tylko w dni powszednie) i udało się. Samo łapanie bardzo proste.

niedziela, 11 stycznia 2015

Wymysły Królowej Soni.

Dzisiaj miał być post o wynikach moczu Soni, ale niestety Królowa na to nie pozwoliła, a ja nie mam już siły. Podejścia były dwa, czuwałam od piątej rano, gotowa biec za kotem do kuwety i jakoś złapać siuśki. Jednak akurat wtedy Somcia nie miała potrzeby. Nawet w dzień (gdy jeszcze weterynarz jest otwarty) jakoś nie idzie. Jak na złość.


Będę próbować dalej, co zrobić. Tracę nadzieję, że jest to możliwe, ale muszę sobie poradzić, być cierpliwa, choć to trudne.
Ostatnio nasikała na moich oczach, coś jej się w kuwecie nie spodobało i wyszła robić obok. Stała się bardzo wymagająca.