niedziela, 26 lipca 2015

Jak to u nas jest z zakupami.

Zakupy to codzienność, każdy je robi, każdy ma swój ulubiony sklep. Ja również. Tyle, że chyba największą przyjemnością jest dla mnie kupowanie rzeczy kotu, nie sobie. Będę szczera - od ciągłego wkładania do koszyka najróżniejszych kocich rzeczy jestem uzależniona. Przy uzupełnianiu zapasów nie obejdzie się bez dodania czegoś, co akurat mi się spodobało. Oszczędzanie nie jet łatwe. Bo przecież wszystko w jakimś stopniu się przyda... co z tego czy w mniejszym, czy większym.
Ostatnio robiłam zakupy (w różnym odstępie czasowym na zooplusie, animalii i w stacjonarnym zoologicznym Kakadu), które są tego świetnym przykładem.


Musiałam uzupełnić zasoby mokrej karmy, a że ostatnio stwierdziłam, że kupiłam za mało, wzięłam dwa razy więcej. Poza tym już od dawna chciałam coś jeszcze lepszego... do koszyka trafiło 12 puszek po 400g Granaty Pet. Ale przecież niewiele brakowało do darmowej przesyłki, jak bym mogła przepuścić taką okazję? ;) 
Wzięło mnie na łopatki do żwirku. Jedna zwykła, po kilku latach pozwoliłam sobie na kupno nowej - a w jakiś sposób okazała się o wiele wygodniejsza. Tę drugą w sumie już miałam, ale jest wykorzystywana do czegoś innego, więc kolejna bardzo się przydała (przenoszę nią wszelkie nieczystości z kuwety do toalety). 
Poza tym kiedyś już myślałam nad kupieniem takiego czegoś do drapania, była też przecena... więc dorzuciłam coś o nazwie: Multi-Scratch mata do drapania. Sonia w sumie jeszcze nie używała, ale mam w planach zastąpić tym jakiś stary wiklinowy mebel, który wywalę podczas remontu (zbliżającego się wielkimi krokami). 
Na koniec postanowiłam wesprzeć jakieś zwierzaki kupując puszki z zoolove - Soni rzecz jasna smakowało. 

wtorek, 14 lipca 2015

Złe i dobre strony soniowego wychodzenia.

Nie od dziś wiadomo, że Sonia samodzielnie wychodzi na zewnątrz. Gdybym teraz brała kota na pewno postarałabym się o to, by był niewychodzący (mimo, że nie byłoby to takie proste). Wolałabym już przechadzać się po dużym ogrodzie na smyczy i mieć nad nim pełną kontrolę zamiast ciągle martwić się o jego bezpieczeństwo.
Sonia została kotem wychodzącym bez mojej wiedzy. A raczej: kiedyś w ogóle o takich sprawach nie myślałam. Naprawdę się cieszę, że przez te wszystkie lata nic poważnego się nie stało, a teraz Sonia jest rozważniejsza. Zawsze wraca na noc i przeważnie trzyma się blisko domu, z reguły wie co dla niej dobre i gdzie nie powinna chodzić (od ulicy trzyma się z daleka przez całe życie).
Po tylu latach nie ma już mowy na odebranie jej tego wszystkiego, ona sama jest przyzwyczajona do swobodnego poruszania się po ogrodzie, a w dodatku tu co chwilę drzwi się otwierają, ciężko byłoby ją upilnować. Z tym musiałam się pogodzić.