niedziela, 30 sierpnia 2015

Kocia radość

Nie ma to jak spotkanie z kotem po dłuższej rozłące. Z powrotem wraca się do codziennych czynności. Ja oczywiście nie mogłam się Sonią nacieszyć, ale co na to ona? Czy cokolwiek obchodzi ją mój powrót? Oczywiście. Nie raz już przekonałam się o jej przywiązaniu do mnie. Nie jest to tak jawne okazywanie radości jak u psa, ale mnie wystarczą drobne znaki, których ktoś inny nie zobaczy - w końcu inaczej kot nie byłby kotem bez tej swojej tajemniczości :).


Tym razem po powrocie, jak zresztą zawsze, ciągle za mną chodziła. Momentalnie też przestawiła się na mnie jako karmicielkę i śpi w moim pokoju. Fakt, że lubi przebywać blisko mnie jest potwierdzony :). Sonia podczas mojej nieobecności (nieważne jak długiej) zachowuje się niespokojnie, a jak wracam to prawie zawsze przybiega się przywitać.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Ciężkie osiem dni bez kota.

Kto zagląda na ten blog od dłuższego czasu to na pewno kojarzy, że w ferie i wakacje wyjeżdżam z domu na dłużej, a Sonię zostawiam pod opieką babci. Teraz też przyszedł na to czas. Z każdym razem tracę ochotę na ten wyjazd, głównie z powodu kota - uważam, że nikt nie zastąpi mnie w takim stopniu (w końcu tylko ja jestem na tym punkcie przewrażliwiona).
 
O co tak się boję? O dosłownie wszystko. Sonię zawsze mam pod stałym nadzorem, a przynajmniej staram się wiedzieć gdzie znajduje się w danej chwili. Jest dużo czynności, których inna osoba po prostu za mnie nie wykona. Nagła potrzeba wyjazdu do weterynarza, odganianie obcych kotów (Sonia jest ostatnio jakaś agresywna...) czy psów, chodzenie za nią po ogrodzie i pilnowanie, by była bezpieczna... i wiele, wiele innych. Będąc tu często o niej myślę.

niedziela, 2 sierpnia 2015

Ciągle wizyty u weterynarza. Jak to będzie z soniowym zdrowiem?

Sonia przez całe życie cieszyła się dobrym zdrowiem, jakoś nigdy wiele się nie działo, a nawet jeśli, to szybko z tego wychodziłyśmy. Ostatnio jest inaczej, a każda dolegliwość coraz bardziej uświadamia mi, że Sosia się starzeje. Ale mimo tego wszystkiego czuje się świetnie i w zachowaniu nic się nie zmienia.
Zaczęło się od problemów z pęcherzem, które ciągną się do teraz. Sonia doszła do perfekcji w unikaniu pudełka do łapania moczu i ta sprawa nadal nie jest zakończona. Postanowiłam już nie czekać i zrobić badania krwi (które teraz powtarzamy co rok).

Obawiałam się, że po gruntownej zmianie żywienia wyniki wyjdą gorzej niż w tamtym roku. Na szczęście prawie wszystko było w porządku, oprócz tego, że Sonia była odwodniona. Po badaniu przyszedł czas na przegląd ogólny i pastylkę na robaki. Waga pokazała 5kg - cóż, przynajmniej nie więcej niż było. Pani powiedziała, że dobrze by było, gdyby zrzuciła chociaż pół kilo. Na koniec to co już wiem, zęby zaczynają żółknąć i jeśli ich stan się pogorszy, znowu trzeba będzie ściągać kamień.