niedziela, 12 czerwca 2016

Jedzenie trzeba czymś przykrywać (pokrywki Trixie)

Dla mnie to już nie nowość, że Sonia szuka wszelkiego jedzenia wchodząc na stoły. Innym mieszkańcom domu to przeszkadza, a przecież to oczywiste, że jak coś zostanie zjedzone to w żadnym razie nie jest wina kota - wina zawsze jest tego, kto czegoś nie przykrył.
Zresztą... cokolwiek by się nie stało koniecznie trzeba bronić kota, bo to przecież kot ;).

Ostatecznie jeśli chcę pisać o pokrywkach na puszki Trixie nie chodzi tu już tylko o to, by Sonia się do jedzenia nie dostała - zawsze i tak jest położone wysoko na lodówce lub w jej środku. Biorę pod uwagę coś innego, bo przecież nie wyobrażam sobie zostawiania puszki otwartej, gdziekolwiek by nie stała.

Obecnie większość jedzenia mrożę w pudełkach i właśnie to jest najwygodniejsze, ale czasem takie gotowe porcje się zaskakująco szybko skończą (za dużo ta Sonia je) lub po prostu zwlekam z ich przygotowaniem - wtedy otwieram puszkę i jakoś chcę ją jeden dzień czy dwa przetrzymać. 


Przykrywka to bardzo użyteczne urządzenie, dzięki któremu nie muszę już bawić się w reklamówki i przykrywanie puszek innymi przedmiotami. Pozwala na mocne i wystarczająco szczelne zamknięcie jedzenia, a jego zapach nie rozejdzie się przy okazji po całej lodówce.


Przy okazji pokrywki nie muszą służyć tylko do puszek z karmą - jest to naprawdę łatwy sposób na zamknięcie każdej puszki (są dostępne w dwóch rozmiarach).
Są też bardzo łatwe w czyszczeniu. 

Niestety nie może obejść się bez wad, bo choć przykrywki elastyczne i  ładnie wykonane, nie są niezniszczalne. Nie wiem czy to pod wpływem lodówkowego zimna, czy po prostu przez wielokrotne używanie, ale pokrywki po jakimś czasie u nas popękały i po prostu nie spełniały już idealnie swojej funkcji.  


Jednocześnie jednak jest to rzecz tania (niecałe 5 lub 6 zł na zooplusie - w zależności od wielkości), więc uważam że warto w nie inwestować, nawet jeśli będą na czas tymczasowy ;).
Ja już jestem po zakupieniu drugiego opakowania. 


Jak o inne pokarmy chodzi, to również trzeba je jakoś przed kotem chronić, nawet gdy nie ma na nie specjalnych pokrywek. Sonia tylko czeka na okazję by ukraść szynkę z kanapek lub zjeść trochę masła.
Chowanie, zamykanie, przykrywanie - tego w domu nie może zabraknąć.

8 komentarzy:

  1. Ja nigdy nie przechowuję żarcia w puszkach, od razu je przekładam w wyliczonych porcjach do plastikowych pojemników i w nich jak już leży w lodówce. Ale sporo osób sobie chwali te przykrywki, w każdym razie ładnie wyglądają :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda że fajne są te przykrywki, chociaż nie są niezniszczalne, nam się już trochę powyginały ale jeszcze służą :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakiś czas temu zakupiłam drugie opakowanie tych pokrywek, bo moje strasznie popękały, nie tylko po bokach. :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Kupiłam ale nie wykorzystuję. Jeśli znajdę-gdzieś schowałam- to chętnie oddam. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałam i.. posiałam. Przypomniałaś mi, ze miałam znaleźć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Znamy i lubimy. Ja tym nakrywam wszystko - kocie puszki, a także swoje - kukurydze, fasolki, pasztety, paprykarze :) I fakt, taka pokrywka starcza mi maksymalnie na tydzień. Ja zamawiam je za punkty w zooplusie :D

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas z jedzeniem ze stołu jest to samo. Wszyscy krzyczą na kota a ja mówię że to wina tego kto nie schował jedzenia.

    OdpowiedzUsuń
  8. I bardzo dobrze! Takie pokrywki na pewno się przydadzą. Ja już taką jedną zieloną mam z alsa-nature. ;)

    OdpowiedzUsuń

Nawet pojedynczy komentarz ma dla mnie dużą wartość, więc za każdy dziękuję :)