Sonia

Sonia, czarna kotka wzięta z podwórkowej rozmnażalni mojego wujka pod koniec marca 2007 roku (umowne urodziny ustalone na 25), wychodząca, kastrowana, z ciągle zmniejszającą się wagą pod wpływem odchudzania.

Wiele lat sprawiło że jestem do niej niesamowicie przywiązana - a ona do mnie. Cudowna i niepowtarzalna, uwielbia pieszczoty i z przyjemnością śpi obok mnie gdy znajdzie się taka okazja. Wszystko oczywiście z umiarem, nie lubi być noszona na rękach. Do zabawy wystarczyłaby jej tylko jedna ukochana piłeczka i ewentualnie człowiek machający wybraną wędką. Leniwa i spokojna koteczka, która czasem zapomina o swoim wieku i szaleje po domu. Ma swoje zwyczaje i przyzwyczajenia. Strachliwa, niepewnie podchodzi do nowości i ucieka przed wszystkim co obce. Mimo swobodnego wychodzenia zawsze trzyma się domu. 
Kot, który doprowadza mnie do szału, do smutku, do załamania. Kot, który zajmuje większość moich myśli i wydaję na niego wszystkie oszczędności. Kot, który jest dla mnie wszystkim.


4 komentarze:

  1. Masz śliczną kotkę. Moja też jest dachowcem, ale niewychodzącym.

    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. śliczny kotełek :) Moja Zumi też jest czarnym dachowcem wychodzącym, aczkolwiek namawiam rodziców, aby pozwolili jej mieszkać w domu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę jak bym o swojej Amai czytała - też czarna, też płochliwa, boi się nowego, nie lubi brana na ręce, uwielbia pieszczoty, zabawę i jest niepowtarzana ;)
    Tylko tego nie rozumiem "Kot, który doprowadza mnie do szału, do smutku, do załamania." - czemu ukochany kot wywołuje u Ciebie tak negatywne odczucia?

    OdpowiedzUsuń

Nawet pojedynczy komentarz ma dla mnie dużą wartość, więc za każdy dziękuję :)